wtorek, 28 stycznia 2014

It's hurt.

Smutno mi. Źle mi. Okropnie mi. Chcę umrzeć. Pragnę zniknąć. Na jakiś czas. Sen to jedyna ucieczka od rzeczywistości. Dlaczego przeżywam to wszystko tak bardzo, tak dogłębnie, tak intensywnie? Dlaczego nie potrafię przejść obok tego obojętnie z dumnie postawioną głową? Życie tak bardzo boli, tak bardzo daje w kość, tak bardzo kopie, szczypie, drapie, gryzie. Tak bardzo uwiera. A ja nie chcę więcej tak się czuć. Byłam szczęśliwa. Przez chwilę, przez krótki moment. Uśmiechałam się. Ale los znowu ze mnie zakpił. Pokazał jaka jestem żałosna, naiwna i słaba. Zaśmiał się ze mnie. A ja.. a ja przecież chciałam tylko odrobinę szczęścia, poczucie ciepła. Myślałam, że jestem ważna. Śmieszne. Pozwoliłam sobie tak myśleć, ale tak naprawdę byłam nikim. Nieświadomą marionetką. Pieprzoną zabawką. Odskocznią od świata. Wyspą. Nigdy nie będę dla nikogo stałym lądem. Numerem jeden. Najważniejszą. Najlepszą. Najładniejszą.
Znowu muszę zapomnieć. A tak trudno wyrzucić kogoś z głowy, kto zaszył się na dobre. Z serca tym bardziej. Dlaczego to spotkało mnie? Moja dusza znowu umiera. Znowu jest mi smutno. Znowu nie widzę sensu. Znowu zamykam się na ludzi. Znowu uciekam.
Precz z miłością. Precz z przywiązywaniem. Strata bliskich osób za bardzo boli.
Idę przytulić się do swojej samotności.  


Ja mam kryzys permanentny. Jestem typem depresyjnym, trudno jest mi się cieszyć z czegokolwiek, widzę świat w ciemnych barwach. Jest fajnie, bo pijemy herbatę, gadamy, jest ładna pogoda, ale mam w sobie czarną dziurę, która cały czas promieniuje. Jak każdy zneurotyzowany typ przeżywam momenty euforii. Im większa euforia, tym potem większy dół. Taka sinusoida, bez równowagi.




Niemożna wejść do czyjegoś życia, narobić chaosu i po prostu wyjść. Tak niemożna.  Tak się nie robi.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Help. Just help.

Musisz mi pomóc, bo za dużo we mnie uczuć. Musisz mi pomóc, bo Samotność przyszła na herbatę. Musisz mi pomóc, bo się gubię, rozpadam, sklejam. Musisz mi pomóc, bo boję się ludzi. Musisz mi pomóc, bo serce mi zamarzło. Musisz mi pomóc, bo życie wypadło mi z dłoni. Słyszysz? Ja krzyczę, że musisz mi pomóc, bo coraz mniej mnie jest. Musisz mi pomóc, bo nie mam już sił. Musisz mi pomóc, bo zostałam zamknięta w szklanej kuli. Musisz mi pomóc, bo się duszę. Kochanie, musisz mi pomóc, bo miłość mnie opuściła i pozostawiła ślad w duszy mojej. Miłości moja, wróć. Nie możesz mnie przyciągnąć na sam brzeg krawędzi i zostawić. Pamiętasz co mówiłaś, miłości moja? Tak ładnie kłamałaś. Tak pięknie obiecywałaś. Mówiłaś, powtarzałaś, deklarowałaś, że my to sprawa jasna, że my to na zawsze. Gdzie jest Twoje zawsze? Czyżby nigdy nie było? Zawsze zwiędło na polanie fałszu, nienawiści i wstydu. Zawsze umarło. Zniknęło. Rozpłynęło się w powietrzu. Miłości moja, ja nadal tutaj stoję. Miłości moja, ja dam Ci wszystko czego zapragniesz. Wróć, bo tylko Ty mnie możesz uratować z mroku mej rozpaczy.

boję się tego, że o mnie zapomnisz,
schowasz do zakurzonego pudełka,
wyrzucisz gdzieś daleko,
zatopisz na dnie swojego umysłu,
spalisz ze swojego serca,
sprzątniesz ze swojej duszy,
ale kochanie,
ja tu jestem,
ja tu czekam,

A tymczasem, idę na herbatę z Samotnością, by porozmawiać o życiu, o Tobie, o sprawach pewniejszych.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Skarbie, my wszyscy mamy blizny.

   Nie mów, że wiesz co czuję, kiedy patrzysz w moje oczy - to jedynie namiastka tego co kryje się we mnie. W moich żyłach nieustannie płynie ból. Przeżywam katusze egzystencjalne, dzień w dzień, bez końca. Idąc do Ciebie zgubiłam się po drodze i od tamtej pory nie mogę siebie znaleźć. Nie wiem kim jestem. Gubię się, potykam, nogi mi się plączą. Jesteś moim grzechem, moją duszą, moją zgubą i wszystkie przeklęte drogi prowadzą do Twojego więzienia. Dlaczego to robisz? Zostaw mnie. Odejdź. Obydwoje dobrze wiemy, że to nie skończy się dobrze. Paranoja. Obłęd. To jak powolna destrukcja. Umrzemy, wyrywając swoje zepsute serca. Umrzemy, kochając i nienawidząc.  
Bądź. 
Nie znikaj.
Nie uciekaj.
Zostań.
Na zawsze.
Do ostatniego wdechu.
Do końca. 

czwartek, 13 czerwca 2013

Nic nie mówisz. To nieśmiałość czy wstręt do ludzi?

Coś jest ze mną nie tak. Wystąpił jakiś błąd. Coś we mnie pękło i rozpadło się na milion małych kawałków, które kują mą duszę. Defekt. Czuję pustkę. Staram się ją załatać. Działa to tylko na krótką chwilę i potem te drażniące do szpiku kości uczucie powraca i znowu dręczy, nie dając spać w nocy. W dzień śmieje się szyderczo. Koniecznie trzeba mnie oddać do naprawy. Coraz częściej chodzi za mną wrażenie, że nie pasuję do tego świata. Jestem poza nim. Obserwuję co się w nim dzieję, lecz nie przeżywam tego. Straciłam smak. Stałam się gorzka. Moja dusza należy do innej epoki. Tutaj - jestem tylko widzem. Potrzebuję zrozumienia. Potrzebuję słów. Spierzchniętych warg, szepczących dobranoc. Ciepłych ramion, które będą ogrzewać mnie w mroźne dni. Potrzebuję, by ktoś o mnie pamiętał.
A co jeśli na starość wyląduję z gromadką kotów, przeklinając życie, a wszyscy dookoła mnie będą pławić się w szczęściu? Przeraża mnie ta wizja.. 
No nic. Idę zbierać kolory, bo coś szaro się zrobiło.
 

Statystyka