Coś jest ze mną nie tak. Wystąpił jakiś błąd. Coś we mnie pękło i rozpadło się na milion małych kawałków, które kują mą duszę. Defekt. Czuję pustkę. Staram się ją załatać. Działa to tylko na krótką chwilę i potem te drażniące do szpiku kości uczucie powraca i znowu dręczy, nie dając spać w nocy. W dzień śmieje się szyderczo. Koniecznie trzeba mnie oddać do naprawy. Coraz częściej chodzi za mną wrażenie, że nie pasuję do tego świata. Jestem poza nim. Obserwuję co się w nim dzieję, lecz nie przeżywam tego. Straciłam smak. Stałam się gorzka. Moja dusza należy do innej epoki. Tutaj - jestem tylko widzem. Potrzebuję zrozumienia. Potrzebuję słów. Spierzchniętych warg, szepczących dobranoc. Ciepłych ramion, które będą ogrzewać mnie w mroźne dni. Potrzebuję, by ktoś o mnie pamiętał.
A co jeśli na starość wyląduję z gromadką kotów, przeklinając życie, a wszyscy dookoła mnie będą pławić się w szczęściu? Przeraża mnie ta wizja..
No nic. Idę zbierać kolory, bo coś szaro się zrobiło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz